No nie powiem, dałem ciała. Nikomu nie pomogłem a jeszcze sam ledwo uszedłem z życiem, dzięki łasce ,, Orła" .Tak poznałem go to był ten sam ghul który wcześniej zabił tych inspektorów. Teraz już wiem że jest to kobieta. Jej głos wydawał się dziwnie znajomy ale w swojej pracy spotykam tylu przypadkowych ludzi, że nie potrafiłem sobie przypomnieć do kogo ten głos należał. Trafiłem do szpitala. W którym miałem zostać pare dni. Mhm jasne. Z samego rana odczepiając od ciała wszystkie kroplówki itd. zerwałem się z łóżka kierując się do wyjścia. Najpierw jednak skierowałem się do gabinetu doktora. Chciałem zabrać wszystkie papiery po mnie żeby nie pozostało po mnie śladu, żebym nie miał kłopotów. Na moje szczęście gabinet był pusty, zabrałem wszystko co ,,moje". A przy okazji zestaw szwów i igieł, które leżały niedaleko. Tym o wiele precyzyjniej i łatwiej będzie mi wyszywać nowe wzory na ciele.
- Rekwiruje to jako dowód w sprawie ..... eeeee.... po prostu rekwiruje. - powiedziałem sam do siebie, napychając kieszenie pudelkiem z igłami i 3 rodzajami szwów. Po czym wesoło bez większej ostrożności opuściłem szpital. Nic prostszego wystarczyło ominąć i tak śpiącą pielęgniarkę na dyżurze.
Wróciłem do mieszkania, wyłożyłem wszystkie rzeczy z kieszeni, również te zabrane ze szpitala. I poszedłem do wielkiego lustra. Wtedy dopiero zobaczyłem jak moje ciało wygląda po wczorajszej walce. No powiem że niezbyt ,,atrakcyjnie". Policzyłem wszystkie siniaki i doszedłem do wniosku że jest ich dokładnie 10. Gdy zacząłem się dokładniej oglądać, zauważyłem głęboką dziurę w ręce. lekarze widocznie nie zdążyli mi jej zaszyć. Chwyciłem więc swój świeżo zabrany zestaw, i sam zacząłem zszywać. Robiłem to dosyć nieumiejętnie bo lewą ręką, i pare razy przez za mocne pociągnięcie rozerwałem szew albo jeszcze bardziej otworzyłem ranę. Gdy w końcu skończyłem runąłem na łóżko i patrząc w sufit myślałem sobie.
Gorzej tej wczorajszej akcji nie mogłem zaplanować. Chyba pora ponownie spotkać się z orłem.
Wyszedłem na ulicę, bo stwierdziłem że nie będę całego dnia siedzieć w domu. Przedemną szła dziewczyna z torebką. Nagle z tłumu wyrwał się jakiś koleś i wyrwał jej torebkę z rąk uciekając w ciemną uliczkę. Nie żeby mi zależało ale nie miałem nic fajniejszego do roboty, pobiegłem za nim. Dziewczyna również biegła tyle że za mną. Wbiegliśmy w ślepą uliczkę. Pierwszy pojawiłem się przy nim , wyciągnąłem nóż i odciąłem mu dłoń w której trzymał torebkę. Ten z wrzaskiem padł na kolana. Krzycząc w niebogłosy:
- Za coś takiego?!!
Podszedłem do niego z tym samym nożem w ręce, zaczął się cofać jak najbardziej mógł, prosząc:
- Nie zabijaj mnie! Ja nie chciałem! Mam dwójkę dzieci, nie miałem za co kupić jedzenia! Błagam!
Uśmiechnąłem się tylko podrzucając nóż w ręce.
-Zbrodnia to zbrodnia. - stwierdziłem podrzynając mu gardło.
Wtedy dziewczyna dopiero dobiegła, zdyszana popatrzyła co się stało.
Schyliłem się po torebke na której dalej była zaciśnięta obcięta dłoń.
Odczepiając rękę i rzucając ją do pobliskiego śmietnika podałem uśmiechnięty dziewczynie torebkę. Z której wypadła maska, ta sama co miał ghul z wczoraj. Co prawda są dosyć popularne ostatnio ale czy to na pewno przypadek? Popatrzyłem na właścicielkę, od razu ja skojarzyłem, to była ta cała Kurumi którą spotkałem parę dni wcześniej.
Kurumi?
niedziela, 24 lipca 2016
od Juuzou c.d od Kichi
Kichi jest wspaniała, albo po prostu jest masochistką i psychopatka. Jednak wolę zostać przy tej pierwszej wersji. Tak bardzo chciałbym zrozumieć co do niej czuje, męczy mnie to od dłuższego czasu ale do tej pory jeszcze nie umiem tego nazwać.
Wyszliśmy z zoo i wtedy sobie coś przypomniałem:
- O prawie zapomniałem. Mam dobra wiadomość. - popatrzyłem na Kichi którą trzy wziąłem pod rękę.
- Jaką? - zapytała zaciekawiona.
- Pamiętasz Yukine cnie?
Kichi posmutniała:
- No tak to ten twój kolega.
- Mhm. Ten któremu wbiłem nóż w plecy. Ale gdy zniknęłaś jakoś z powrotem udało nam się do siebie zbliżyć.
- Nie sądzisz ze skoro się znów pojawiłam znów się od ciebie oddali?
- No co ty. Dawno mu przeszło .A naszego małego sekreciku i tak nie wyda. I jesteśmy dziś z nim umówieni na wieczór w barze.
- Chyba ty.
- Skoro wróciłaś to ty też. Nie dam ci już odejść ani na krok. - przytuliłem ją do siebie. - Wygląda na to że czy chcesz czy nie jesteś na mnie skazana. - powiedziałem wtulając się w nią.
Wieczorem pierwsi zjawiliśmy się w barze. Czekając na Yukine. Nie była to kawiarenka ale bar z piwem i mięsem. To Yukine wybrał to miejsce.
Kichi?
Wyszliśmy z zoo i wtedy sobie coś przypomniałem:
- O prawie zapomniałem. Mam dobra wiadomość. - popatrzyłem na Kichi którą trzy wziąłem pod rękę.
- Jaką? - zapytała zaciekawiona.
- Pamiętasz Yukine cnie?
Kichi posmutniała:
- No tak to ten twój kolega.
- Mhm. Ten któremu wbiłem nóż w plecy. Ale gdy zniknęłaś jakoś z powrotem udało nam się do siebie zbliżyć.
- Nie sądzisz ze skoro się znów pojawiłam znów się od ciebie oddali?
- No co ty. Dawno mu przeszło .A naszego małego sekreciku i tak nie wyda. I jesteśmy dziś z nim umówieni na wieczór w barze.
- Chyba ty.
- Skoro wróciłaś to ty też. Nie dam ci już odejść ani na krok. - przytuliłem ją do siebie. - Wygląda na to że czy chcesz czy nie jesteś na mnie skazana. - powiedziałem wtulając się w nią.
Wieczorem pierwsi zjawiliśmy się w barze. Czekając na Yukine. Nie była to kawiarenka ale bar z piwem i mięsem. To Yukine wybrał to miejsce.
Kichi?
od Kutsechi c.d od Juuzou
Starałam się jakoś wydostać i uciec od tego obleha, ale głowa i kark strasznie bolały przy każdym moim ruchu. Czułam coś mokrego na głowie, to była krew, dostałam mocno, więc nie ma co się dziwić. Jeszcze do tego ten facet patrzył na mnie z podstepnym usmieszkiem. Przycisnął mnie jeszcze mocniej do metalowej ścianki. B to dla mnie znak, że trzeba się wyrwać i spiepszyć jak najdalej bo będzie nie ciekawie, pewnie zgwałcił już mnóstwo takich dziewczyn jak ja, które tylko przechodziły ulicą.
- Spie*dalaj odemnie! - krzyknęłam kiedy zaczął ściągać ze mnie ubranie. Rękami próbowałam je przytrzymać.
Złapał mnie za drobną twarz i powiedział
- Nie ładnie być takim wulgarnym w takiej chwili. Niegrzeczna dziewczynka... - uderzył mnie aż z nosa zaczęła cieknac mi krew.
Dlaczego nikogo tu nie było? Juuzou był pewnie bardziej zajęty walką niż tym gdzie się podziewam, pewnie nawet ie zauważył że mnie nie ma.
Facet zaczął w tym czasie rozpinac sobie spodnie. Momentalnie z oczu splynely mi strumienie łez.
- Zabije Cię jak to zrobić zostaw mnie ! - krzyknęłam jedną wolną ręką szukając noża.
- Gdzie moja broń?! - powiedziałam cicho zaplakana.
Juuzou?
- Spie*dalaj odemnie! - krzyknęłam kiedy zaczął ściągać ze mnie ubranie. Rękami próbowałam je przytrzymać.
Złapał mnie za drobną twarz i powiedział
- Nie ładnie być takim wulgarnym w takiej chwili. Niegrzeczna dziewczynka... - uderzył mnie aż z nosa zaczęła cieknac mi krew.
Dlaczego nikogo tu nie było? Juuzou był pewnie bardziej zajęty walką niż tym gdzie się podziewam, pewnie nawet ie zauważył że mnie nie ma.
Facet zaczął w tym czasie rozpinac sobie spodnie. Momentalnie z oczu splynely mi strumienie łez.
- Zabije Cię jak to zrobić zostaw mnie ! - krzyknęłam jedną wolną ręką szukając noża.
- Gdzie moja broń?! - powiedziałam cicho zaplakana.
Juuzou?
sobota, 23 lipca 2016
Od Kurumi C.D Juuzou
Dopiero po kilku chwilach dojrzałam kolejną osobą. Na początku sądziłam, że był to jego współpracownik, jednakże myliłam się i to bardzo srogo. Przypatrzyłam się postaci, która oddalona była o pięć metrów od nas. "Juuzou..." -Mruknęłam w myślach, podchodząc tym samym do Skazy i chowając jeszcze bardziej poczerwieniałe kagune. Przetarłam kciukiem o maskę, tak jakbym ocierała usta. Jeszcze niedawno walczyłam z siedmioma gołębiami, którzy zadali mi tak liczne rany, że zmuszona byłam do kanibalizmu, by odzyskać potrzebne siły. Westchnęłam cicho i stanęłam obok zleceniodawcy.
- Dlaczego sam podjąłeś się walki z... -Obrzuciłam białowłosego beznamiętnym spojrzeniem -Z kimkolwiek -Ponownie spojrzałam z ukosa na mężczyznę -Myślałam, że sam z siebie nie wykorzystujesz ani krzty sił.
Akashi prychnął, spluwając tym samym na ziemię. Położył prawą dłoń na tułowi i z przechyleniem głowy, powrócił wzrokiem na chłopaka.
- Jak się napatoczyła gnida, to co miałem zrobić? Pozwolić wtrącić się w nie jego interesy?
Juuzou wyglądał na ogłupionego, lecz chwilę po tym spojrzał na mnie znaczącym wzrokiem. Wzdychnęłam i przechodząc w jego stronę, powolnym krokiem, wyciągnęłam rękę w geście, jakbym dobijała z nim jakiegoś targu.
- Posłuchaj -Rozpoczęłam, nijak zdradzając swój prawdziwy głos -Nie chcemy kłopotów, tak samo, jak i ty, dlatego... -Przeciągnęłam, gdy tylko zatrzymałam się, będąc zaledwie metr od niego -Odejdziesz stąd, jak i my i zapomnimy o tej sprawie, jasne? -Niby brzmiało jak prośba, lecz tym nie było. Nie chciałam dalszych kłopotów, a na pewno nie w obecnym towarzystwie.
Chłopak miał już coś powiedzieć, lecz rana, którą zauważyłam dopiero teraz, dawała po sobie we znaki. Wzdychnęłam ciężko, gdy tylko białowłosy zsunął się na ziemię, klęcząc. Patrzyłam się na niego z wyższością, lecz niedługo po tym przykucnęłam przy nim. Przyglądałam się jego ciału. Krwawił. Rzuciłam przez ramię oziębłe spojrzenie, na swojego współpracownika. "Co oni tu robili? Rzucali się po ścianach, czy co!?" -Westchnęłam, kręcąc przy tym znacząco głową, by następnie powrócić zmysłem do chłopaka. Cmoknęłam cicho i odsłaniając po części swoją dłoń, dotknęłam jego policzka, unosząc tym samym jego brodę, aby spojrzał na mnie. Przekrzywiłam głowę i uśmiechnęłam się, choć dobrze wiedziałam, iż zza maski niczego nie da się dopatrzyć. Musnęłam lekko palcem po jego skórze i rzuciłam wymownie.
- Jeżeli przystaniesz na moją propozycję, pomogę ci bez żadnego "ale"...
Juuzou spiorunował mnie złowieszczym wzrokiem, po czym zwinnym ruchem wyciągnął jeden sztylet, wbijając mi go w ramię. Na szczęście, od ostatniej bitewce, nie odczułam takiego bólu. Parsknęłam cichutko i przemieściłam dłoń na jego gardło, zaciskając na nim swój silny uścisk. Chłopak zgrzytnął zębami. Wolną ręką wyjęłam ostrze z ciała i rzuciłam pod ścianę, sama zaś wstałam, nie puszczając przy tym nowej zwierzyny. Wtedy do moich uszu dobiegł rozzłoszczony głos.
- Zabij go w końcu, a nie się bawisz!
Upuściłam delikatnie rękę i połowicznie odwróciłam się w stronę ciemnowłosego, który od razu się wzdrygnął. Wypuszczając powietrze, wymruczałam.
- Odwaliłam to, o co mnie prosiłeś -Wypuściłam Juuzou, który runął na ziemię. Zlizałam z dłoni lekko już zakrzepniętą krew i podeszłam do mężczyzny. Wyzwoliłam jedno kagune i przebiłam nim jego lewe ramię, przez co zawył płaczliwie. Padł na kolana, przez co zdołałam posłać mu jeszcze znaczącego kopniaka w sam środek twarzy. Odleciał do tyłu, a następnie złapał się za krwawiący nos. Otrzepałam spód yokaty -A więc nie wpierdalaj się w to, co robię teraz -Posłałam mu kolejne zawistne spojrzenie, po czym odwróciłam się do niego plecami -A teraz... -Rzekłam, podchodząc do Juuzou i zakładając jego ramię na swoje barki -Odejdź, albo zdepczę cię jak robala.
Białowłosy był na wpół przytomny i choć był na straconej pozycji, nadal się wyrywał, a przynajmniej próbował. Ja jednak nie dałam mu tej aprobaty i ruszyłam przed siebie w kierunku opustoszałych już ulic. Ominęliśmy jęczącego Akashi'ego i już po chwili znaleźliśmy się na chodniku. Przeszliśmy kilka metrów, oddalając się od miejsca zdarzenia, po czym zsunęłam go na ziemię. Oparł się o ścianę i patrzył na mnie zdziwionym, lecz jakże złowrogim spojrzeniem. Wyprostowałam się i rozejrzałam wokoło. Wtedy usłyszałam jego, już lekko załamujący się, głos.
- Dlaczego to robisz?
Spojrzałam na niego z pytającym spojrzeniem.
- To, znaczy co?
- Dlaczego mnie tu przyprowadziłaś, jak mogłaś z łatwością zabić! -Odchrząknął, ukazując zęby. Niby był człowiekiem, a zachowywał się jak pies. Prychnęłam głośno i podeszłam do niego, uchylając przed nim nieco swoją sylwetkę.
- Co by mi to dało, gdybym cię zabiła? -Zapytałam, lecz nie dostałam odzewu. Nie zważając na niego, ciągnęłam dalej -Z resztą, czemu nie? Gdybym cię tam zostawiła to albo ten szajbus -Skinęłam głową w kierunku, z którego przyszliśmy -Albo wykrwawiłbyś się na śmierć, a tego nawet Inspektorzy, którzy pałają do ciebie nienawiścią, nie strawiliby.
- To po co ich zabiłaś? -Odczekał chwilę, po czym ciągnął dalej -Dlaczego zabiłaś wtedy tamtych inspektorów, skoro jesteś taka dobra?
Zaśmiałam się cicho pod nosem i kucając do niego, odrzekłam w miarę jak najmilej.
- Bo akurat tak mi się podobało.
Juuzou zmarszczył nos. Doprawdy, jak ktoś nie może pojąć, tej jakże prostej logiki? Chyba wszyscy, prócz mnie. Opróżniając płuca z powietrza, wstałam i weszłam do sklepu niedaleko, w którym poprosiłam o pomoc, której oczywiście mi udzielono. Uprzejmi pracownicy zadzwonili po odpowiednie służby. Chwytając jeszcze torebkę z jakąś kawą, wyszłam ze sklepu, uprzednio pozostawiając za sobą małe wynagrodzenie. Spojrzałam w stronę leżącego chłopaka, który również badał mnie wzrokiem. Prychnęłam i odwróciłam się w przeciwległą stronę i zaczęłam odchodzić jak gdyby nigdy nic. Szybko zniknęłam w cieniu najbliższej z uliczek.
Będąc kilkadziesiąt metrów od miejsca "wypadku" usłyszałam dudniące sygnały służb, które zawiadomiono. Ściągnęłam maskę i trzymając ja w dłoni, przemierzałam kolejne alejki. Nie łatwo było przejść niezauważoną wśród jakikolwiek ludzi, których napotkałam, kiedy zewsząd byłam obryzgana krwią. Śmieszyło mnie to, nie powiem.
<Juuzou?> Brak pomysłu, dlatego wyszło jakie wyszło. Mam nadzieję, że mnie nie skarcisz c'x
- Dlaczego sam podjąłeś się walki z... -Obrzuciłam białowłosego beznamiętnym spojrzeniem -Z kimkolwiek -Ponownie spojrzałam z ukosa na mężczyznę -Myślałam, że sam z siebie nie wykorzystujesz ani krzty sił.
Akashi prychnął, spluwając tym samym na ziemię. Położył prawą dłoń na tułowi i z przechyleniem głowy, powrócił wzrokiem na chłopaka.
- Jak się napatoczyła gnida, to co miałem zrobić? Pozwolić wtrącić się w nie jego interesy?
Juuzou wyglądał na ogłupionego, lecz chwilę po tym spojrzał na mnie znaczącym wzrokiem. Wzdychnęłam i przechodząc w jego stronę, powolnym krokiem, wyciągnęłam rękę w geście, jakbym dobijała z nim jakiegoś targu.
- Posłuchaj -Rozpoczęłam, nijak zdradzając swój prawdziwy głos -Nie chcemy kłopotów, tak samo, jak i ty, dlatego... -Przeciągnęłam, gdy tylko zatrzymałam się, będąc zaledwie metr od niego -Odejdziesz stąd, jak i my i zapomnimy o tej sprawie, jasne? -Niby brzmiało jak prośba, lecz tym nie było. Nie chciałam dalszych kłopotów, a na pewno nie w obecnym towarzystwie.
Chłopak miał już coś powiedzieć, lecz rana, którą zauważyłam dopiero teraz, dawała po sobie we znaki. Wzdychnęłam ciężko, gdy tylko białowłosy zsunął się na ziemię, klęcząc. Patrzyłam się na niego z wyższością, lecz niedługo po tym przykucnęłam przy nim. Przyglądałam się jego ciału. Krwawił. Rzuciłam przez ramię oziębłe spojrzenie, na swojego współpracownika. "Co oni tu robili? Rzucali się po ścianach, czy co!?" -Westchnęłam, kręcąc przy tym znacząco głową, by następnie powrócić zmysłem do chłopaka. Cmoknęłam cicho i odsłaniając po części swoją dłoń, dotknęłam jego policzka, unosząc tym samym jego brodę, aby spojrzał na mnie. Przekrzywiłam głowę i uśmiechnęłam się, choć dobrze wiedziałam, iż zza maski niczego nie da się dopatrzyć. Musnęłam lekko palcem po jego skórze i rzuciłam wymownie.
- Jeżeli przystaniesz na moją propozycję, pomogę ci bez żadnego "ale"...
Juuzou spiorunował mnie złowieszczym wzrokiem, po czym zwinnym ruchem wyciągnął jeden sztylet, wbijając mi go w ramię. Na szczęście, od ostatniej bitewce, nie odczułam takiego bólu. Parsknęłam cichutko i przemieściłam dłoń na jego gardło, zaciskając na nim swój silny uścisk. Chłopak zgrzytnął zębami. Wolną ręką wyjęłam ostrze z ciała i rzuciłam pod ścianę, sama zaś wstałam, nie puszczając przy tym nowej zwierzyny. Wtedy do moich uszu dobiegł rozzłoszczony głos.
- Zabij go w końcu, a nie się bawisz!
Upuściłam delikatnie rękę i połowicznie odwróciłam się w stronę ciemnowłosego, który od razu się wzdrygnął. Wypuszczając powietrze, wymruczałam.
- Odwaliłam to, o co mnie prosiłeś -Wypuściłam Juuzou, który runął na ziemię. Zlizałam z dłoni lekko już zakrzepniętą krew i podeszłam do mężczyzny. Wyzwoliłam jedno kagune i przebiłam nim jego lewe ramię, przez co zawył płaczliwie. Padł na kolana, przez co zdołałam posłać mu jeszcze znaczącego kopniaka w sam środek twarzy. Odleciał do tyłu, a następnie złapał się za krwawiący nos. Otrzepałam spód yokaty -A więc nie wpierdalaj się w to, co robię teraz -Posłałam mu kolejne zawistne spojrzenie, po czym odwróciłam się do niego plecami -A teraz... -Rzekłam, podchodząc do Juuzou i zakładając jego ramię na swoje barki -Odejdź, albo zdepczę cię jak robala.
Białowłosy był na wpół przytomny i choć był na straconej pozycji, nadal się wyrywał, a przynajmniej próbował. Ja jednak nie dałam mu tej aprobaty i ruszyłam przed siebie w kierunku opustoszałych już ulic. Ominęliśmy jęczącego Akashi'ego i już po chwili znaleźliśmy się na chodniku. Przeszliśmy kilka metrów, oddalając się od miejsca zdarzenia, po czym zsunęłam go na ziemię. Oparł się o ścianę i patrzył na mnie zdziwionym, lecz jakże złowrogim spojrzeniem. Wyprostowałam się i rozejrzałam wokoło. Wtedy usłyszałam jego, już lekko załamujący się, głos.
- Dlaczego to robisz?
Spojrzałam na niego z pytającym spojrzeniem.
- To, znaczy co?
- Dlaczego mnie tu przyprowadziłaś, jak mogłaś z łatwością zabić! -Odchrząknął, ukazując zęby. Niby był człowiekiem, a zachowywał się jak pies. Prychnęłam głośno i podeszłam do niego, uchylając przed nim nieco swoją sylwetkę.
- Co by mi to dało, gdybym cię zabiła? -Zapytałam, lecz nie dostałam odzewu. Nie zważając na niego, ciągnęłam dalej -Z resztą, czemu nie? Gdybym cię tam zostawiła to albo ten szajbus -Skinęłam głową w kierunku, z którego przyszliśmy -Albo wykrwawiłbyś się na śmierć, a tego nawet Inspektorzy, którzy pałają do ciebie nienawiścią, nie strawiliby.
- To po co ich zabiłaś? -Odczekał chwilę, po czym ciągnął dalej -Dlaczego zabiłaś wtedy tamtych inspektorów, skoro jesteś taka dobra?
Zaśmiałam się cicho pod nosem i kucając do niego, odrzekłam w miarę jak najmilej.
- Bo akurat tak mi się podobało.
Juuzou zmarszczył nos. Doprawdy, jak ktoś nie może pojąć, tej jakże prostej logiki? Chyba wszyscy, prócz mnie. Opróżniając płuca z powietrza, wstałam i weszłam do sklepu niedaleko, w którym poprosiłam o pomoc, której oczywiście mi udzielono. Uprzejmi pracownicy zadzwonili po odpowiednie służby. Chwytając jeszcze torebkę z jakąś kawą, wyszłam ze sklepu, uprzednio pozostawiając za sobą małe wynagrodzenie. Spojrzałam w stronę leżącego chłopaka, który również badał mnie wzrokiem. Prychnęłam i odwróciłam się w przeciwległą stronę i zaczęłam odchodzić jak gdyby nigdy nic. Szybko zniknęłam w cieniu najbliższej z uliczek.
Będąc kilkadziesiąt metrów od miejsca "wypadku" usłyszałam dudniące sygnały służb, które zawiadomiono. Ściągnęłam maskę i trzymając ja w dłoni, przemierzałam kolejne alejki. Nie łatwo było przejść niezauważoną wśród jakikolwiek ludzi, których napotkałam, kiedy zewsząd byłam obryzgana krwią. Śmieszyło mnie to, nie powiem.
<Juuzou?> Brak pomysłu, dlatego wyszło jakie wyszło. Mam nadzieję, że mnie nie skarcisz c'x
Od Kichi cd Juuzou
Podeszłam szybkim krokiem do Juuzou i dałam mu w policzek.
-Twoje miejsce jest przy mnie! I przy nikim więcej! Co z tego ze mnie zakatujesz? Zagłodzisz? Czy nawet zabijesz? Nie rozumiesz że jesteś jedyną osobą jaką mam na tym świecie?! Nie widzisz tego? Nigdy nie czułam przy tobie lęku! Nigdy nie widziałam w tobie Rei-chan'a, tylko Juuzou! Mojego Juuzou! Tego którego tak cholernie kocham....-Skończyłam szeptem po czym spuściłam wzrok na ziemię, zaciskając powieki, powstrzymując się od łez.
-I kiedy mówisz że chcesz odejść, boli mnie to bardziej niż jakakolwiek rana którą mi zadałeś, wtedy gdy konałam, czułam się szczęśliwa, bo byłeś przy mnie, a teraz gdy mówisz że chcesz wrócić do tej Ghulicy....Serce mi pęka, Juuzou...... Ja po prostu chcę być przy tobie, widzieć cie uśmiechniętego, szczęśliwego, nawet za cenę życia. -Powiedziałam teraz patrząc mu w oczy.
-Nie rozumiem tego.....-Odparł wpatrując mi się w oczy.
-Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą;
nie jest bezwstydna, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma.- Wyznałam patrząc mu w oczy, szepcząc te słowa tak cicho, by tylko on to usłyszał. Na koniec pocałowałam go czule, a on objął mnie, przyciągając do siebie, pogłębiając pocałunek. Owinęłam rękoma jego szyję, a on naparł na mnie swoim ciałem, cofnęłam się do tyłu, wpadając na ogrodzenie, od wybiegu dla żyraf. Całowaliśmy się bardzo zachłannie, do puki nie zabrakło nam tchu. Oderwaliśmy się od siebie, dysząc ciężko. Patrzył w moje niebieskie jak morska głębia tęczówki. Łapiąc jeszcze chwilę powietrze, po chwili znowu mnie całując.
nie jest bezwstydna, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma.- Wyznałam patrząc mu w oczy, szepcząc te słowa tak cicho, by tylko on to usłyszał. Na koniec pocałowałam go czule, a on objął mnie, przyciągając do siebie, pogłębiając pocałunek. Owinęłam rękoma jego szyję, a on naparł na mnie swoim ciałem, cofnęłam się do tyłu, wpadając na ogrodzenie, od wybiegu dla żyraf. Całowaliśmy się bardzo zachłannie, do puki nie zabrakło nam tchu. Oderwaliśmy się od siebie, dysząc ciężko. Patrzył w moje niebieskie jak morska głębia tęczówki. Łapiąc jeszcze chwilę powietrze, po chwili znowu mnie całując.
-Nie wybaczę sobie jeżeli cie znowu skrzywdzę....-Szepnął, muskając nosem mój policzek.
-A chcesz to zrobić?
-Nie......
-Więc gdy będziesz mnie krzywdził chciej tego, wypomnij mi wszystkie moje błędy, a potem
po prostu odejdź w przekonaniu że sobie zasłużyłam......Ok?-Spytałam nie dając mu szansy na odpowiedź, bo znowu go pocałowałam. - I nie przyjmuję sprzeciwów....-Zamruczałam mu do ucha.
po prostu odejdź w przekonaniu że sobie zasłużyłam......Ok?-Spytałam nie dając mu szansy na odpowiedź, bo znowu go pocałowałam. - I nie przyjmuję sprzeciwów....-Zamruczałam mu do ucha.
-Nie wiem czy dam radę.....
-Na pewno dasz.....-Pogładziłam go po włosach. -Jeżeli to pomoże ci sobie ulżyć, to rań mnie do woli, ja sama chciałam się w o wpakować i nadal chcę w tym tkwić....
-Nie rozumiem cię.
-Miłości nie da się zrozumieć.-Uśmiechnęłam się do niego, ciepło, czule z spokojem i ufnością w oczach.
Juuzou?
od Juuzou c.d od Kurumi
Nie mogłem siedzieć w środku. Za dużo tam popaprańców. Wyszedłem na zewnątrz. Jak przyjemnie i pusto. Usiadłem na ulicy, pod wielkim budynkiem wpatrując się w budynek naprzeciwko ( tam właśnie odbywało się to wszystko). Powieki mi się zamykały. I już miały zamknąć się na dobre gdy usłyszałem hałas a potem głośny zbiorowy krzyk. Chciałem z powrotem wejść do budynku ale wszystkie drzwi były zamknięte, przy ostatnich spotkałem mężczyznę w masce. Gdy ten zauważył mnie krzyknął:
- Na co się gapisz dziewczynko? Wypierdalaj jeśli ci życie miłe dzieciaku!
- Pfff.. - westchnąłem sam do siebie. - I powiedział mi kloc próbujący zagrodzić mi wejście do hali. Już mi cię żal. - dodałem i rzuciłem się na przeciwnika z nożami. Chciałem zabić go za jednym zamachem ale to okazało się nieco trudniejsze, bo co prawda noże wbiły się w jego ciało. Ale w ręce, i to z wielkim trudem. Jakby były z jakiegoś metalu. Nie przygotowany na tą sytuację zostałem odepchnięty z wielką siłą uderzając o kolejny budynek.
- Jesteś głuchy wypierdalaj! - powtórzył mężczyzna.
Ja podnosząc się zacząłem się śmiać:
- Może ten dzień nie będzie taki nudny.
Tym razem do ataku użyłem moją kosę, którą przyniosłem w walizce. Mężczyzna nie był ghulem, ale w pełni na pewno nie był też człowiekiem. Skakałem nad nim jak szalony śmiejąc się i próbując zadać mu cios co było naprawdę trudne. Gdy skakałem tak nad nim chcąc uzyskać dostęp do jego głowy, żeby zatopić tam swoją kosę ten po raz drugi z nadludzką siłą uderzając mnie w klatkę piersiową, posłał mnie na drugi koniec, aż pod następny budynek.
Oczywiście nic nie czułem, co tym razem było wadą, bo nie byłem pewny czy dalej żyje. Ból jest o tyle dobry że przynajmniej mamy pewność że dalej żyjemy, skąd ja mam to wiedzieć?
Plunąłem krwią i obejrzałem swoje ciało. Było w siniakach, ponieważ mężczyzna nie używał metalowego przedmiotu a tylko swoich nadludzko silnych pięści.
Na szczęście ja też zadałem mu sporo ran, ale nie na tyle żeby się wykrwawił. Wróciłem do niego i przystąpiłem do kolejnego aktaku, specjalnie przeciągałem walkę. To było takie podniecające spotkać tak silną osobę mógłbym z nim walczyć godzinami. Nagle z budynku wyszedł ghul z wyciągniętym kagune w masce. I powiedział do postaci z którą walczyłem:
- Skończyłam, miałam drobny problem z ludźmi z CCG ale było ich niewiele.
Wtedy zrozumiałem że przez ta moją ,,zabawę" i ,, przeciąganie walki" wszyscy będący na sali zginęli. Gdybym wcześniej go załatwił dałbym radę uratować cywili, ale mi zachciało się zabawy.
Kurumi? ( trochę taka nieprzytomna jestem xd mam nadzieję ze opowiadanie ma sens xd)
- Na co się gapisz dziewczynko? Wypierdalaj jeśli ci życie miłe dzieciaku!
- Pfff.. - westchnąłem sam do siebie. - I powiedział mi kloc próbujący zagrodzić mi wejście do hali. Już mi cię żal. - dodałem i rzuciłem się na przeciwnika z nożami. Chciałem zabić go za jednym zamachem ale to okazało się nieco trudniejsze, bo co prawda noże wbiły się w jego ciało. Ale w ręce, i to z wielkim trudem. Jakby były z jakiegoś metalu. Nie przygotowany na tą sytuację zostałem odepchnięty z wielką siłą uderzając o kolejny budynek.
- Jesteś głuchy wypierdalaj! - powtórzył mężczyzna.
Ja podnosząc się zacząłem się śmiać:
- Może ten dzień nie będzie taki nudny.
Tym razem do ataku użyłem moją kosę, którą przyniosłem w walizce. Mężczyzna nie był ghulem, ale w pełni na pewno nie był też człowiekiem. Skakałem nad nim jak szalony śmiejąc się i próbując zadać mu cios co było naprawdę trudne. Gdy skakałem tak nad nim chcąc uzyskać dostęp do jego głowy, żeby zatopić tam swoją kosę ten po raz drugi z nadludzką siłą uderzając mnie w klatkę piersiową, posłał mnie na drugi koniec, aż pod następny budynek.
Oczywiście nic nie czułem, co tym razem było wadą, bo nie byłem pewny czy dalej żyje. Ból jest o tyle dobry że przynajmniej mamy pewność że dalej żyjemy, skąd ja mam to wiedzieć?
Plunąłem krwią i obejrzałem swoje ciało. Było w siniakach, ponieważ mężczyzna nie używał metalowego przedmiotu a tylko swoich nadludzko silnych pięści.
Na szczęście ja też zadałem mu sporo ran, ale nie na tyle żeby się wykrwawił. Wróciłem do niego i przystąpiłem do kolejnego aktaku, specjalnie przeciągałem walkę. To było takie podniecające spotkać tak silną osobę mógłbym z nim walczyć godzinami. Nagle z budynku wyszedł ghul z wyciągniętym kagune w masce. I powiedział do postaci z którą walczyłem:
- Skończyłam, miałam drobny problem z ludźmi z CCG ale było ich niewiele.
Wtedy zrozumiałem że przez ta moją ,,zabawę" i ,, przeciąganie walki" wszyscy będący na sali zginęli. Gdybym wcześniej go załatwił dałbym radę uratować cywili, ale mi zachciało się zabawy.
Kurumi? ( trochę taka nieprzytomna jestem xd mam nadzieję ze opowiadanie ma sens xd)
od Juuzou c.d od Kutsechi
Gdy ja walczyłem z tym pierwszym straciłem z oka Kutsechi. Powinienem szybko skończyć walkę i jej poszukać ale jakoś nie umiałem powstrzymać się od specjalnego przedłużania walki z pierwszym i słuchania jego melodyjnych krzyków gdy tylko drasnąłem jego ciało. Nie udało mu się jeszcze ani razu mnie dotknąć co dopiero uderzyć. Z rozbawieniem unikałem jego przedszkolanych ciosów przy okazji, nadcinając jego skórę. Gdy wbiłem mu nóż w kolano upadł drąc się w niebogłosy.
Westchnąłem bawiąc się kolejnym nożem w ręce i przyglądając się żałosnemu obrazkowi.
- Widzę ze ty to tylko mocny w gębie jesteś. - stwierdziłem smutny.
Mężczyzna podniósł głowę. I zaczął krzyczeć:
- Jesteś ghulem!
Upewniłem się czy te zarzuty na pewno są do mnie. Ale widocznie tak, mężczyzna stwierdził że jestem ghulem tylko dlatego że przegrywał. Co prawda moje czerwone oczy mogły go zmylić:
- No wiesz? Mógłbyś chociaż nie obrażać. - powiedziałem wyjmując pięć kolejnych noży żeby zakończyć zabawę.
Zaczął uciekać, a raczej czołgać się. Postanowiłem poczekać aż odejdzie nieco i zrobić sobie rzucanie nożami na odległość. Już pierwszy rzucony nóż zakończył jego żywot ale reszta też nie mogła się zmarnować.
Rozejrzałem się drapiąc się po głowie. Gdzie podziała się Kutsechi? Mam nadzieję ze jeszcze żyje. Nie potrzebnie przeciągałem tę walkę, teraz może już być za późno. Zacząłem jej szukać po okolicy, przecież daleko nie mogła pójść. Zaraz . A gdzie ten drugi dres?!
Kutsechi?
Westchnąłem bawiąc się kolejnym nożem w ręce i przyglądając się żałosnemu obrazkowi.
- Widzę ze ty to tylko mocny w gębie jesteś. - stwierdziłem smutny.
Mężczyzna podniósł głowę. I zaczął krzyczeć:
- Jesteś ghulem!
Upewniłem się czy te zarzuty na pewno są do mnie. Ale widocznie tak, mężczyzna stwierdził że jestem ghulem tylko dlatego że przegrywał. Co prawda moje czerwone oczy mogły go zmylić:
- No wiesz? Mógłbyś chociaż nie obrażać. - powiedziałem wyjmując pięć kolejnych noży żeby zakończyć zabawę.
Zaczął uciekać, a raczej czołgać się. Postanowiłem poczekać aż odejdzie nieco i zrobić sobie rzucanie nożami na odległość. Już pierwszy rzucony nóż zakończył jego żywot ale reszta też nie mogła się zmarnować.
Rozejrzałem się drapiąc się po głowie. Gdzie podziała się Kutsechi? Mam nadzieję ze jeszcze żyje. Nie potrzebnie przeciągałem tę walkę, teraz może już być za późno. Zacząłem jej szukać po okolicy, przecież daleko nie mogła pójść. Zaraz . A gdzie ten drugi dres?!
Kutsechi?
Subskrybuj:
Posty (Atom)