wtorek, 2 sierpnia 2016

od Juuzou c.d od Kichi

Siedzenie w więzieniu nie było takie złe jak przypuszczałem. Straszna nuda. Ale dopóki odwiedzała mnie Kichi wszystko było okey. Gorzej gdy nagle przestała. Znowu uciekła? Wiedziałem. Miałem jej przecież filmować.
Gdy mnie wypuścili straciłem nadzieję że znajdę ją w domu, jednak gdy tylko przekroczyłem próg zobaczyłem ją.
Zmierzyłem ją wzrokiem. Trochę jej się przytyło. Dotknęła zaokrąglonego brzucha a ja podszedłem w milczeniu.
- Widzę że nieźle się rządziłaś gdy mnie nie było. - uśmiechnąłem się i spojrzałem na jej brzuch. Nie dopuszczałem do siebie innej  myśli niż ta że po prostu jej się przytyło.
- Juuuzou. - powiedziała całkiem poważnie.
- Hm? - zapytałem zdenerwowany.
- Nie chciałam cię martwić. Ale w końcu tego nie ukryje prawda? Juuzou... będziesz tatą.
Moje źrenice nienaturalnie się powiększyły a ja na chwilę przestałem oddychać. Aż Kichi położyła rękę na moim ramieniu i zapytała:
- Juuzou wszystko w porządku?
Agresywnym ruchem zrzuciłem jej dłoń z mojego ramienia, i cofnąłem się pare kroków:
-Kłamiesz! To nie może być moje dziecko!
Kichi popatrzyła na mnie z niedowierzaniem:
- Juuzou uspokój się porozmawiajmy na spokojnie.
- Nie ! Co to ma być?! Rei nie zostanie ojcem. Musimy się tego pozbyć!
Teraz ona cofnęła się o pare kroków:
- Chyba nie mówisz poważnie.
- Wybieraj albo ja albo to coś.
To była dla mnie całkowicie nowa sytuacja, Rei znowu przejął nademną kontrolę. 


Kichi?

od Mett'a

Siedziałem spokojnie na kawie w Anteiku, patrząc smętnie przez okno. Machałem nogami w powietrzu, które ledwo dotykały ziemi. Po wypiciu podziękowałem i wyszedłem. Miałem dzisiaj wolne. Cały ten wieczór uczyłem się. Stwierdziłem że czas rozpocząć na nowo naukę. Że w zasadzie to może być dla mnie coś ważnego. Muszę przecież mieć jakiś cel w życiu. Było już ciemno, godzina 22. Wyszedłem na wieczorny spacer, by trochę odetchnąć. Mijałem ludzi, których w weekend o tej porze było mało na ulicy. Strzeliłem palcami , wyciągając ręce przed siebie. Zastanawiałem się nad pójściem po maskę. Nigdy w zasadzie jej nie miałem. Nie za bardzo jej potrzebowałem, ale jakoś dziwnie czułem się, gdy reszta je miała. No cóż, na razie nie miałem jednak do tego głowy. 20. dzielnica była dzisiaj cicha i spokojna i nie zapowiadało się, by było inaczej. Założyłem kaptur na głowę i czarną bandanę na twarz. Wyciągnąłem z kieszeni bluzy mitynki i nałożyłem je na ręce. Może by tak się powspinać i poskakać? Zawsze to dobrze robi. Wszedłem w jakiś ślepy zaułek badając wzrokiem mur. Po chwili jednym prostym ruchem wskoczyłem na niego. Rozejrzałem się wokoło, po czym musiałem wspiąć się trochę do góry budynku po rynnie i skoczyłem na dach mniejszego bloku. Zacząłem biec , stając na rękach zrobiłem przewrót w przód przez blokowy niewielki komin. Zrobiłem duży skok , przeskakując z jednego bloku na jakiś przydrożny sklepik. Po jakimś czasie zwolniłem tępa i po prostu zacząłem spacerować po dość niskich dachach, obserwując co jakiś czas ludzi przechodzących na dole , którzy nie mieli świadomości o moim istnieniu. Ukrywanie się to moja mocna strona, ale nie do końca tego chcę. Dobrze wiedziałem że się izoluję i odstaję, ale nie miałem co na to poradzić. Z tego zamyślenia najzwyczajniej w świecie nie zauważyłem że skończył się dach. Potknąłem się o rynnę i zacząłem spadać z trzeciego piętra. Na szczęście w ostatniej chwili złapałem się balkonu, ale narobiłem przez swoją nieuwagę sporo hałasu. Teraz zwisałem z drugiego piętra, trzymając się jedną ręką poręczy balkonu. Oh świetnie. Takiej akcji jeszcze nie było. Skoczyłem na balkon niżej a potem na ziemię, przecierając poranioną dłoń. Zerknąłem przed siebie. Ktoś chyba widział mój efektowny upadek.

od Michael'a c.d od Hikari

Mało brakowało, ale pomoc ghoula uratowała mi życie. Nigdy bym się nie spodziewał, że będę zawdzięczał życie jednemu z nich. Pobiegłem na bardziej ruchliwą ulicę Tokyo i zatrzymałem się na chodniku. Samochody przyjeżdżały z pluskiem wody na asfalcie, nieliczni ludzie szli szybkim krokiem do domów. A ja zastanawiałem się gdzie powinienem się podziać.
Do domu nie mogłem wrócić. Szybko odkryliby moje miejsce zamieszkania i dopadliby mnie.
Zostanie na ulicy także nie jest najlepszym wyjściem.
Fajnie byłoby mieć przyjaciela, albo chociaż znajomego, który by dałby mi schronienie chociaż na jedną noc.
Przez zamyślenie nie zauważyłem jak z piskiem opon przyjechał obok mnie samochód, który wcześniej widziałem. Z tym, że teraz nie zatrzymał się przy mnie, tylko pojechał dalej. Zastanawiałem się dlaczego.
Po chwili bezczynnego stania na ulicy postanowiłem iść w stronę z której przyszedłem. Wolnym krokiem, starając się nie rzucać w oczy, skierowałem się w stronę miejskiego parku.
Chlap, chlap, chlap. Usłyszałem kroki nadchodzące z przeciwnej strony. W światło najbliższej latarni weszła zamaskowana dziewczyna, która pomogła mi się uratować. Wyglądało na to, że nic jej nie jest, miała tylko kilka dziur w ubraniu.
- To Ty - wypaliłem od razu. Patrzyłem jej w oczy i zastanawiałem się jak teraz będzie się zachowywać. W końcu to ghoul, z nimi nigdy nic nie wiadomo.
- To ja - odparła mrukliwie.
- Dziękuję, że mi pomogłaś - wymamrotałem, unosząc wysoko głowę. - Szczerze... nie spodziewałbym się tego po ghoulu.


(Hikari, jaki c.d.?)

od Yuki c.d od Kutsechi

Odwróciłam się, zauważając niecodziennie ubraną dziewczynę. Pomyślałam, że zapewne wracała do domu w swoim cosplay'u. A może po prostu to było jej ubranie codziennie? Tego nie wiedziałam. Mogłam tylko przypuszczać, dlaczego ma na sobie taki, a nie inny strój.
- Kim jesteś? - zapytałam dla odmiany.
Dziewczyna uśmiechnęła się lekko.
- Kutsechi.
- Yuki - Minęła dłuższa chwila nim odpowiedziałam.
- Bardzo mi miło - podsumowała dziewczyna.
Podeszła do mnie wolnym krokiem i złapała za ramię, co mnie zaskoczyło. Spojrzała mi w oczy, byłyśmy praktycznie tego samego wzrostu. Dziwnie się czułam. Bardzo nieswojo.
- Dotrzymasz mi towarzystwa? - Wyskoczyło do mnie z propozycją.
Możliwe, że czuła się samotna. Nie wyglądała podejrzanie, a jeśli już to bardziej nieco dziwnie. W dodatku wydawała się być młodsza ode mnie, więc raczej nie była żadnym zagrożeniem. Choć w owych czasach trzeba było się mieć na baczności. Mogła być ghulem...
Wyrwałam się jej, po czym powiedziałam:
- Przykro mi, ale się śpieszę.
Dziewczyna zasmuciła się nieco, a mnie zrobiło się jej żal. Zaraz zgoniłam siebie za naiwność. Jej zachowanie mogło być tylko grą. W każdej chwili mogła coś mi zrobić.
- Proszę, chociaż dziesięć minut. - Nie ustąpiła.
Westchnęłam głośno. Z drugiej strony nie mogłam być taka przewrażliwiona. Jeżeli wzrastała liczba ofiar, nie oznaczało to, że każda napotkana osoba mogła być ghulem. Chyba zaczynałam wariować...
- No dobrze.
- Dziękuje bardzo - powiedziała grzecznie, uśmiechając się lekko.
- To... co chcesz robić?

< Kutsechi? >

od Yuki c.d od Uty

Spojrzałam na niego zaskoczona, po czym uśmiechnęłam się lekko.
— To wspaniale.
Przy brunecie czułam się zupełnie inaczej niż przy większości. Mogłam poczuć czym tak naprawdę jest szczęście. Żyłam w swoim idealnym świecie, od którego nie mogłam się oderwać. Zasmuciłam się na myśl, iż jutro muszę wrócić do swojego schematu. Do tej szarej nudnej codzienności.
— Coś się stało? — zapytał niepewnie mężczyzna.
Zamrugałam kilka razy, powracając do rzeczywistości. Wpatrywałam się dłuższą chwilę w jego niezwykłe oczy, po czym pokręciłam delikatnie głową. To nie był czas na to, aby przelewać na niego moje zmartwienia.
— Uta, spotkamy się jeszcze kiedyś? — zapytałam ni stąd ni zowąd.
Mężczyzna zamyślił się na chwilę.
— Pewnie, czemu nie?
Posłałam mu radosny uśmiech.
Mogłam zachowywać się jak idiotka, ale nie obchodziło mnie to. Nie uśmiechałam się często. Nie tak często jak dzisiaj i zamierzałam to w pełni wykorzystać.
— To do zobaczenia — powiedziałam nagle, ruszając przed siebie.
Poczułam na ramieniu czyjąś dłoń, która powstrzymała mnie przed pójściem dalej. Odwróciłam się i dostrzegłam bruneta.
— Odprowadzę cię — oznajmił.
— Dobrze, skoro tego chcesz.
Tym razem ruszyliśmy we dwójkę.

< Uta? >

od Kutsechi c.d od Juuzou

Złapałam Juuzou za rękę i pociągnęłam za sobą. Szłam, wręcz bieglam najszybciej jak mogłam.
- Co tak pedzisz kobieto? - zapytał widocznie lekko zdziwiony.
- Czy jesteś aż takim matołem, nie myślisz ani trochę. Ja przynajmniej staram sobie wyobrazić co będzie i czym coś skutkuje. Przez Ciebie możemy być teraz poszukiwani w całym Tokio. O Boże, mogłeś zostawić tego psa w spokoju, albo uciszyć go w inny sposób! Ghula umiesz po kryjomu przenieść do mieszkania, a ze zwierzęciem się nie umiesz obejść, serio?! - zaczęłam mu wypominać jego głupotę nadal idąc korytarzem, który wydawał się nie kończyć. Nie odwtóciłam głowy nawet na sekundę i odetchnęłam głęboko.
- No...przynajmniej tą broń jeszcze mamy. Jakby tam została to twoje odciski palców by bez powodu sprawdzili. Daj mi tą broń lepiej bo jeszcze zgubisz. - powiedziałam gdy byliśmy już przy schodach na górę kamienicy i odwróciłam się w stronę chłopaka.
- GDZIE... TEN ZASR.ANY...PISTOLET?! Powiedz, że go masz...błagam!

Juuzou?

od Kutsechi c.d od Metta

Wiedziałam, że jak zwykle byłam nie ostrożna, ale cóż. Zawsze uswiadamiam sobie to gdy jest już za późno na wycofanie się.
- Hmm...osoby ostrożne niczego tak naprawdę nigdy nie doznają w stu procentach.
Chłopak popatrzył na mnie, ale się nie odzywał. Popatrzyłam przez parę sekund na światło latarni odbijające się w oczach nieznajomego i dodałam:
- A taki ktoś jak ja, może jestem głupia, nieostrożna i wtykam nos zawsze w nie swoje sprawy, ale przynajmniej coś dzięki temu przeżyłam.
Kolejne auto przyjechało koło mnie, jego kierowca wydawał się dziwny. Miał podejrzany wyraz twarzy, jak zwykle myślałam o tym co nie trzeba.
- Nie wydajesz się być pedofilem, trochę znam się na innych, a jeśli jesteś ghulem...to się pochwal - zaśmiałam się cicho.
Sam fakt, że mnie to bawiło prawdopodobnie przekonało tego mężczyznę, że mam jakąś ciężką chorobę psychiczną. Cóż...możliwe, że miałam, ale kto by się tym przejmował. Gdybym jej nie miała to nie było by tak wesoło. Zero atrakcji.
Stałam tak, a chłopak kawałek odemnie. Teraz on zdawał się zawiesić, nic nie mówił, czekałam bo w końcu czego się nie robi dla chwili rozrywki?

Mett?